wtorek, 6 listopada 2012

miasto

Oszalałam, ale o tym innym razem. Rozkosz płynąca z warg i ledwie dotykana opuszkami palców.  Jestem banalna, przesadna, emocjonalna, płytka, ale obiecuję, że kiedyś nauczę się pisać bez drugiego dna. Tak z jedną interpretacją - bez metafor rozumianych tylko przez mnie.

Who will love you?
Who will fight?
Who will fall far behind?


poniedziałek, 5 listopada 2012

niedziela, 4 listopada 2012

dokąd

Zaczynam tym oddychać. Tym, czego nie ma. Bezsensu. Jest mi niewygodnie, brakuje tu powietrza. Jestem jakimś ciągiem liter, zdaniem, zdjęciem, słowem, relacją ja i Ty. Wieczorem stoję moment przy oknie, otulona kocem, a przez mózg przepływa za dużo informacji.


sobota, 3 listopada 2012

Cię

Chyba każdy ma takie słowa, po których staje się spokojniejszy, bardziej pewny siebie, ukojony, rozluźniony, szczęśliwszy czy upewniony. Słowa, które mają dla niego niezwyczajne znaczenie. Na pewno, zawsze, nigdy, jesteś silny, podołasz, kocham, podziwiam, tylko ty, chcę, dziękuję, z tobą, pomóż, imponujesz mi, jesteś śliczna, jesteś taki silny, czuję się z tobą bezpiecznie. Czy to któreś z nich? Twoje własne słowo/a, które leczy ducha, sumienie, problemy, niepewności. Słowa mają tak silną moc, że potrafią w parę sekund zrujnować życie albo wręcz przeciwnie - dodać skrzydeł, zrodzić nadzieję, mobilizować do działania. Zastanów się, na które słowo najbardziej czekasz? Co, za każdym razem usłyszane, wywołuje spokój, ulgę, uśmiech?
Ja otrzymałam "Cieszę się, że jesteś.".

 
 
 
 

czwartek, 1 listopada 2012

widzę

W pierwszej kolejności poznaj jej uśmiech, woń duszy, wrażliwość serca, a następnie smak ciała. Nigdy w odwrotnej kolejności.
Miga ta pionowa kreseczka, informując, że wciąż nic nie napisałam. Przestraszyłam się samej siebie. Bo... Wiesz czego boję się najbardziej? Swojego zatracenia, niepewności i zburzenia tej minimalnej nadziei. Tych moich nadinterpretacji i wyobrażeń.

Obudziłem się w pustym łóżku, pościel wciąż pachniała Twoim ciałem. Szelest w kuchni. Moja koszulka ledwie zakrywała Ci pośladki. Wyciskałaś sok z pomarańczy, siłując się z pryskającymi owocami. Po dłoniach spływały krople, przetarłaś nimi szyję. Zachłannie pocałowałem to miejsce, a Ty wzdrygnęłaś się z zaskoczenia. Przyciągnąłem Cię bliżej i smakowałem, jakbyś miała zaraz się rozpuścić. Pod wpływem delikatnej skóry przeszedł mnie dreszcz. Mając Cię tak blisko, pachnącą słodkimi pomarańczami, nie mogłem opanować pragnienia. Całowałem Twoje usta, a Ty oddałaś mi siebie ufnie. Dłonie przyciągały więcej, a krótka koszulka doprowadzała zmysły do szaleństwa. Nie byłem w stanie skupić się na żadnej myśli i już całowałem Twoje nagie ramiona. Westchnęłaś, a ja gubiłem się wśród Twojego zapachu i smaku. Jednym ruchem posadziłem Cię na blacie, rozlewając przy tym cały sok. Twoje usta na moich, dłonie we włosach i moment wypełnienia. Fala gorąca rozeszła się do każdej komórki mojego ciała, krew zawrzała z pożądania. Byłaś moja, a ja byłem Twój. Drżałaś i jęczałaś mi w usta, mięśnie zaciskały się rytmicznie, a potem poczułem jak osuwasz mi się w ramiona z głębokim westchnięciem. Granice się zatarły i przeszło przeze mnie uniesienie.